Kulinarno-miłosne dialogi z trzylatkiem czyli przez żołądek do serca

niedziela, 21 lutego 2016, 21:16

Wracamy z przedszkola, Miętus ma całą buzię wysmarowaną dżemem.
- Co jadłeś? Kanapki z dżemem na podwieczorek?
- Nieeee. Z melasą.
- Z melasą? Z jaką melasą? - dopytuje zaskoczona Matka.
- No jak to z jaką? Z gluszkami!
- Z gruszkami?
- Tak!
- Aha, a ciocie kucharki w przedszkolu dobrze gotują? - dopytuje Matka przestudiowawszy wcześniej przedszkolny jadłospis i dziwując się, że dzieci karmione są pasztetami z soczewicy, pulpetami z fasoli i innymi ekologicznymi cudami, których z całą pewnością zwykły przedszkolak nie tknie. Wracając do pytania - czy ciocie kucharki dobrze gotują?
- Tak!!!
- A kto gotuje lepiej, mama czy ciocie kucharki w przedszkolu? - dopytuje bezmyślnie Matka chcąc święcić chwilę triumfu. Odpowiedź powinna być oczywista, w obliczu tych placuszków z jabłkami, zup pomidorowych, które syn kocha i matczynych szarlotek czym mogą być owe zdrowe ciasta marchewkowe, rodzynki zamiast ciasteczek czy pasztety z fasoli!
- Ciocie kuchalki! Ciocie kuchalki gotują najlepiej, bo wiesz mamo, one potlafią gotować! I lobić ciasta!

* * *

Któregoś dnia Baba Bena pyta Miętusa - Kim chcesz być jak będziesz dorosły?
- Tatusiem!
- Tatusiem? A dlaczego? - pyta lekko zawiedziona babcia.
- Bo pseciez nie mogę być mamusią. Mamusie mają siusiaczki a tatusie siusiaki. Ja mam siusiaka więc będę tatusiem.
Zaskoczona nieco tą odpowiedzią dopytuję:
- A kto będzie mamą?
- No Pola pseciez!
Pola? Przecież Pola ma 6 lat! Jest dwa razy starsza od Miętusa! Budzi się we mnie upiorna i zaborcza Matka (a może po prostu już upiorna teściowa?). Coraz częściej chyłkiem przemykają mi przez głowę myśli, że ten system hinduski, w którym rodzice wybierają dzieciom współmałżonka, nie jest taki całkiem od czapy ;)
- Pola? A ona wie o tym? Ustalałeś to z nią? - podświadomie szukam deski ratunku.
- Nieee. Jesce nie wie. Jesce nie musi wiedzieć. Pseciez jesce mam na to czas!

Dwie chwile później...

Miętus często powtarza, że chce być tatusiem i mieć trojkę dzieci. Zajada właśnie upieczone przez Matkę ciasto marchewkowe. Między jednym zachwytem a drugim nagle rzuca:
- Mamusiu jak będę duzy to będę miał zone. I wtedy tez będę piekł ciasto malchewkowe.
- Dla żony? Tak? - Matka aż podskoczyła z radości. Oto właśnie urzeczywistnia się jej marzenie - że wychowa synów nie tylko na dobrych i mądrych ludzi, ale także na Idealnych Mężów.
- Nieeeeeee - Miętus spojrzał z dezaprobatą i politowaniem.
- A dla kogo? - pytam.
- Jak to dla kogo? Dla moich dzieciaków! - odpowiada tonem zdziwionej oczywistości...

I teraz Matka zachodzi w głowę, czy cieszyć się, że wychowuje kandydata na Ojca Idealnego czy też Miętus delikatnie zasugerował, że powinnam więcej i częściej piec...

* * *



Matka, nękana przez podłą zazdrość, postanowiła potajemnie wykraść ciociom-kucharkom przepis na owe ciasto marchewkowe. Nie trzeba było. Ciocie-kucharki zwietrzyły podstęp albo ruszyło je sumienie i same podzieliły się z chęcią przepisem. Oto on:

Ciasto marchewkowe cioci-kucharki dla alergików (bez mleka i masła):
4 jajka
1 szklanka oleju
1 szklanka cukru
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1,5 szklanki mąki
cynamon mielony
cukier waniliowy
2 szklanki startej surowej marchewki
Miksujemy wszystkie składniki (mąkę dodajemy stopniowo). Jak jest gładka masa bez grudek, dodajemy marchewkę i mieszkamy.
Pieczemy w piekarniku na 175-180 stopni przez ok 45-50 minut.

* * *

Na końcu rozmowa o końcu. Albo o jego braku.
- Mamusiu, wiesz, że ja kiedyś byłem dziadkiem?
- Co? Przecież to niemożliwe - mówi Matka (ach ten brak pokory!)
- Byłem, naplawdę. Byłem dziadkiem. A potem umarnąłem. I znowu się urodziłem. I znowu umarnąłem. I się urodziłem. I tak w kółko.


Zobacz też :

4 komentarze

  1. Cudne te Wasze rozmowy!Jeśli chodzi o żywienie w przedszkolu, to moja córka, chociaż chodziła do bardzo przeciętnego przedszkola państwowego, to miała tam takie wymyślne dania, że tylko ślinka leciała, jak się czytało jadłospis. Z pasztetem sojowym na czele (podobno Zosia jako jedyna go jadła, czym zjednała sobie serce pani kucharki)

    OdpowiedzUsuń
  2. heh, uwielbiam takie dzieciowe pogadajki :D Cudne się czytało :) Spisuj często, zawsze .. bo fajnie póxniej do tego wracać.
    A ciacho obłędne.. Chyba jednak Mama dorównuje ciociom kuchalkom ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysły dzieci, ich teksty, tok myślenia i ta...szczerość....rozwalają na łopatki!!! Ciocie kuchalki gotują lepiej...... o rety :) Przepis na ciasto - podkradam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mmmm...ciasto marchewkowe, gdyby nie to że jest 22:30 to juz bym stała w garach.
    A może tak na przekór wszystkim zrobić na Wielkanoc ciasto marchewkowe? ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dołącz do nas:

 

Google+

Bloglovin

Cudowne i pożyteczne