O Mikołaju, który zgubił prezenty

środa, 23 grudnia 2015, 03:27


Przedświąteczna bieganina jakby nieco słabsza u nas w tym roku. Zamiast corocznego sprzątania, pieczenia, chodzenia po sklepach by upolować prezenty – chwila zadumy. O przemijaniu. O sensie życia. O narodzinach. I o śmierci.
Trudny czas.
Nie mogło jednak zabraknąć i u nas kluczowych elementów przygotowania do świat. Refleksja refleksją ale dzieciństwo ma swoje prawa.

 * * *

Miętus, piszemy list do Świętego Mikołaja? Wyciągam kartkę, długopis i siadam przy kuchennym stole. To co mam napisać?
Że chce pleeeezenty. Chce bańki do dmuchania. I butelkę do picia co się zamyka (chciałaś Matko to masz, że co – butelkę z wodą z otwieranym ustnikiem mam kupić?) I chce książki. O zwierzętach. O zimie. I o Mikołaju, któly nie zgubił plezentów.
Yyyy. Chwila konsternacji. Chyba raczej o „Mikołaju, który zgubił prezenty”? Pytam niepewnie. Bo przecież Miętus tę książkę już ma. I wałkujemy ją na okrągło.
Nieee. Chce o Mikołaju, któly nie zgubił plezentów! Z całą stanowczością mówi Miętus. Chce, żeby telaz już nie zgubił plezentów! Żeby już nie płakał.
Masz babo placek! Skąd ja wezmę taką książkę? :)

 * * *

Mikołaj mikołajkowy w tym roku był mało skromny bo przyniósł Miętusowi książkę o sobie samym. O Mikołaju. I to jeszcze książkę „za dorosłą” dla Miętusa, bo przeznaczoną dla dzieci w wieku 5+.
Długa historia, dużo do czytania. Nie damy rady na jeden raz. Myśli sobie Matka. Naiwnie sobie myśli.

Czytamy. O Tomku, który myślał i myślał co chciałby dostać od Mikołaja. Bo to przecież poważna sprawa wszak Mikołaj przychodzi tylko raz w roku. I o Wojtku, który co prawda świetnie wiedział, co on sam chciałby dostać, ale nie wiedział o co poprosić dla mamy (...) To musi być coś bardzo wyjątkowego, Mikołaju, żeby mama bardzo się ucieszyła.
I o Mikołaju, który pilnie te wszystkie listy czytał i szykował, i pakował, i starał się każdemu jak najbardziej dogodzić.

Aż któregoś dnia stało się nieszczęście. Mikołaj zgubił prezenty. Wszystkie. Zagubił i jak ta gapa, usiadł i płacze.

Czytam. A Miętus słucha z wypiekami. W ciszy i skupieniu. I spogląda na mnie niepewnie swoimi wielkimi oczami. Przejęty. Czytam dalej szybko z nadzieją, że jakoś się te prezenty znajdą. Bo jak nie, to Miętus gotowy sam się tu rozpłakać zaraz.

Prezenty się nie znalazły.

Ale dzieci prezenty dostały :)


* * *

Klasyczny układ. Mamy bohatera, który zmierza do jakiegoś celu. Mamy nagły i niespodziewany zwrot akcji.  Pojawia się rozwiązanie. I uczucie ulgi. Klasyczne katharsis ale w wersji dla dzieci.

Czy to to sprawia, że Miętus chce czytać raz jeszcze? I znowu. I znowu. I znowu. Czy może to przez ilustracje? A może po prostu temat wpisuje się w radosny nastrój oczekiwania świąt? Sama nie wiem.

* * *

Wydawnictwo Widnokrąg wydaje książki niezwykłe. Pamiętacie „Czarną książkę kolorów”? A „Emigrację”? Oryginalne, dopracowane w każdym najdrobniejszym szczególe, po prostu piękne. I mądre. A teraz taka „zwykła” książeczka dla dzieci? Dziwowała się z początku Matka. Ale tylko z początku.

Pierwsze zaskoczenie dopadło Matkę, gdy tylko otworzyła książkę. Co za papier. Nic tylko miziać i miziać dłonią (Matka, smutna prawda, jest fetyszystką książek, namiętnie je maca i neurotycznie wręcz obwąchuję wywołując tym nieustannie zdziwienie, niesmak i politowanie w oczach Babki Beny i wszelkich przygodnych obserwatorów). Grube, aksamitne strony. Tak wydali taką "zwykłą" książeczkę? Nadal dziwowała się Matka.

Drugie zaskoczenie dopadło Matkę, gdy zobaczyła ilustracje. Niezwykle prosta, dziecięca kreska. Nieregularne plamy barwne. Często skrótowe i symboliczne. Trafiające wprost do wyobraźni. I te słowa/ grafiki wplecione bezpośrednio w tekst. Lowe.



Ale odpadła Matka tak zupełnie jak zobaczyła rysunki ptaków i innych zwierząt. I zakochała się na amen. Zresztą, sami popatrzcie.


Trzecie zaskoczenie to fabuła. Prosta. Nieskomplikowana. Wciągająca. Mądra. Z drugiem dnem, takim kierowanym też do rodziców. Ale bez nachalnego moralizatorstwa.

I zrozumiała Matka, czemu Widnokrąg wydał taką "zwykłą" książeczkę dla dzieci.
I poprosi Matka o jeszcze. O drugą część. "O Mikołaju, który nie zgubił prezentów" :)
Na przyszły rok.


 
* * *

Jeśli jeszcze nie macie prezentu pod choinkę dla dziecka to gorąco polecam.
O tym, co wydawnictwo pisze na temat książki możecie przeczytać TU


"O Mikołaju, który zgubił prezenty"
Autor: Danuta Parlak
Ilustracje: Joanna Bartosik
Wydawnictwo: Widnokrąg
Okładka: twarda
Liczba stron: 54
Format 20x20 cm
Wiek: teoretycznie 5+ (ale nasz 3-latek uwielbia i czytamy ją na raz choć dość długa)

Wpis powstał w ramach projektu "Przygody z książką:


Zobacz też :

2 komentarze

  1. Echh przez takie książki człowiek by się chętnie cofnął do dzieciństwa... :)
    pozdrawiam
    http://ifeelonlyapathy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle polecasz książki, które od razu chce się mieć.

    OdpowiedzUsuń

Dołącz do nas:

 

Google+

Bloglovin

Cudowne i pożyteczne