Ila lat ma matka? czyli o CzuCzu, cyferkach i pewnym wesołym pociągu

czwartek, 26 listopada 2015, 21:28

 Miętus zaczyna swoją codzienną mantrę.
- Mamusiu, a ile lat ma Kuba?
- Trzy.
- Ile to jest? Pokaż mi! – Wyciągam trzy palce i odliczam, jeden, dwa, trzy.
- Tatusiu, a ile ty masz lat?
- Czterdzieści.
- Czterdzieści? Ile to jest? Pokaż!

Patrzę z rozbawieniem jak ojciec wyciąga obie ręce i odlicza swoją czterdziestkę. Ale moje rozbawienie nie trwa długo, bo gadzina niedobra przychodzi i do mnie.

- Mamusiu, a ty ile masz lat?
- …. ści. - cedzę przez zęby.
- Ile?
- zzzz ….ści. – mamroczę i wpadam na genialny pomysł – Idź, lepiej spytaj babcię. – I przyoblekam twarz w słodki uśmiech.

Gdyby wzrok mógł zabijać, byłoby po mnie. Babcia mi tego nie daruje.
- Babuniu Beno, ile masz lat? Pokaż mi!
I Babcia macha, i macha, i macha palcami przed oczami synka mojego. Liczy, i liczy, i doliczyć się nie może.
- Oj, babuniu! Ty masz slaaaasznie duuuzo tych lat. Tak slaaasznie duuuuzo – I Miętus patrzy na Babcię z najwyższym uznaniem.

* * *

Mężczyźni w tej rodzinie tak mają. Jak się na czymś zafiksują, to nie ma przebacz. Więc liczymy. Codziennie. Wszystko. Schody w parku prowadzące do fontanny. Klocki wrzucane do pudełka. Paluszki u obu rączek Tediego. Guziki przy bluzce. Łyżki zjedzonej kaszki. Bo bez liczenia nie ma przecież jedzenia.

Miętusa codzienna mantra. Mamusiu, ile ty masz lat? Oj to duuuzo, plawda mamusiu? Nie synku, to wcale nie tak dużo :)

Ojciec patrzy z dumą na syna. Bo taki mały a umie już liczyć do czternastu. Do czternastu? No tak. Nie wiadomo dlaczego. Do czternastu liczy bezbłędnie a dalej się konsekwentnie gubi.

* * *

Jest jeszcze druga przedziwna pasja Miętusa - pociągi. Skąd się wzięły? Nie wiadomo. Matka nie pała do nich miłością szczególną (choć ceni czasem jako środek transportu). Ojciec, średnio zainteresowany jakimikolwiek pojazdami, też się nie przyznaje. Babci nikt nawet nie podejrzewa. Po prostu przyjechały do nas pewnego dnia nie-wiadomo-skąd i zadomowiły się na dobre.

Stacyjkowo. Tomek i przyjaciele. Tuwim i lokomotywa. Drewniana kolejka z Ikei. Od ponad pół roku bohaterowie wyobraźni mojego dziecka. Wszystko, co w jakikolwiek sposób związane jest z pociągami, od razu znajduje drogę wprost do jego serca.





* * *

Wiedzieliśmy, że to będzie strzał w dziesiątkę. Inaczej być nie mogło. Puzzle, pociąg i liczby. Wszystko w jednym. Hit nad hity.

Gdy pół roku temu, na działce u Babci, Tata Chłopców po raz pierwszy wyciągnął pudełko, Miętusowi zaświeciły się oczy. Nowe puzzle! Ja ! Ja! Ja sam chcę! Daj tato, ja sam.

Wtedy jeszcze nie liczył zbyt dobrze do 10. A raczej liczył, ale za każdym razem nieco inaczej. Jeden, dwa, trzy, cztery, siedem, osiem, pięć, dziewięć… Znacie to, prawda? U dorosłych się to nazywa kreatywnym podejściem do księgowości ;)

No więc układają. Najpierw razem, bo Miętus potrzebował pomocy przy liczeniu.
- Mamo, mamusiu, zobacz jakie ciuchy!
- ??? ciuchy? – Matka niepewnie rozgląda się dookoła ale żadnych specjalnych ciuchów nigdzie nie widzi. Wprost przeciwnie, pusty prawie stół, dwóch facetów, mały i duży, siedzi w cichości i skupieniu i patrzy na układany przez siebie pociąg. Jakie ciuchy, synku???? myśli Matka.
- Zobacz jakie ciuchy mamo, zobacz tu. Tu ciucha ze świniami, widzisz? A tu takie luzowe, widzisz? Takie lamingi! – Matka niezbyt przytomnie patrzy na stół. Lemingi, owszem, pamięta. Faktycznie były różowe. Ale tu ich za Chiny nie widzi, choć patrzy i patrzy. I nagle błysk olśnienia.
- Ciuchcie kochanie, to są ciuchcie a nie ciuchy :) I flamingi :)




Układają i układają. Dobrze, że Babcia ma taki stół długi na tej działce, myśli Matka, bo pociąg rośnie i rośnie. I rozsiada się Matka wygodnie na hamaku z książką w ręku. Cudowny czas tylko dla siebie. Spokój i cisza. Jej mężczyźni zajęli się sobą. I słychać tylko od czasu do czasu jak liczą. Ile jest żab, ile żółwi i ile słoni.





* * *

Minęło pół roku prawie. Miętus jest nadal puzzlomaniakiem. I nadal z zapałem, jakby to robił po raz pierwszy, układa pociąg CzuCzu z cyferkami. I tylko jedno się zmieniło. Układa już sam, bez pomocy. Bo liczyć potrafi. Aż do czternastu!

Hmm. No i warunki się zmieniły. Już nie świeci ciepłe słoneczko, nie ma hamaka ani zapachu lasu sosnowego. Za oknem ciemno i zimno. I stołu długiego nie ma. A na naszym okrągłym starym stole cyferkowy pociąg się nie mieści. Więc Miętus układa na podłodze.

Pół roku minęło. Kawał życia dla takiego małego człowieka, myśli Matka.

A puzzle nadal w świetnym stanie. Kto zna CzuCzu ten wie, że nie rozpadną się po pierwszej próbie zjedzenia przez młodsze rodzeństwo. Fajna grafika, wesołe kolory. Ale najfajniejszy pomysł. Wagoniki pasują do siebie tylko ułożone w odpowiedniej kolejności. Ale nie to jest najlepsze. Żeby dopasować do każdego wagonika odpowiednich pasażerów trzeba ich najpierw policzyć. Więc liczy młodzież pierwszą grupę chętnych na przejażdżkę. Kolejny wagonik i znów policzyć pasażerów trzeba. Kolejny – i znów liczenie. I nawet jeśli kiedyś piątka zamieniała się miejscami z dziewiątką a siódemka z ósemką, to po kilku ułożeniach pociągu mylić się już przestaje.

Kocha dziecko te puzzle. Kocha je i matka. A ojciec puchnie z dumy.

I tylko Tedi, biedulek, czeka na chwilę nieuwagi by w końcu móc w pełni zasmakować kolorowego pociągu.

Puf Puf Cyferki CzuCzu
22 elementy, po złożeniu pociąg długości 130 cm
Wiek: 3+ (choć Miętus dawał radę przy pomocy Taty jak miał 2,5 roku)







Zobacz też :

3 komentarze

  1. My również uwielbiamy CzuCzu, choć jesteśmy na samym początku przygody z układankami i Oluś układa puzzle dwuelementowe. W najbliższym czasie zaopatrzymy się zapewne w 3 i 4 elementowe zestawy. Super zabawa!

    OdpowiedzUsuń
  2. A podobno dzieci nie potrafią na niczym dłużej się skupić;) (jak wiele osób próbuje nam wmówić) Ale to tylko odnosi się do rzeczy, na których my chcemy, żeby dzieci się skupiały. Jak same wybiorą sobie obiekt skupienia - to nie ma zmiłuj i trzeba odpowiadać na to samo pytanie milion razy, a czasem i więcej:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dołącz do nas:

 

Google+

Bloglovin

Cudowne i pożyteczne