Wakacje na wsi

wtorek, 28 lipca 2015, 16:56

wakacje na wsi


A lipiec pachniał malinami. Powietrze falowało od gorąca. Cisza. Tylko brzęczenie owadów, których Matka panicznie się boi. I radosne wrzaski dzieci. 

 * * * 

Dziadkowie przeżyli najazd. Czwórka Bachorów w podobnym wieku. I pies, którego każdy chciał wyprowadzać na smyczy. A pies jeden i smycz jedna. Niedobrze. Powód do nieszczęśliwości gotowy. I jeden basen, do którego chłopcy skakali piszcząc niemiłosiernie i niemiłosiernie ochlapujące Dziadka. Babcia otwiera komputer by zrobić codzienny przegląd prasy. Co tam panie w polityce. A tu figa z makiem, bo jeden chce pić, drugi siku, Tedi usiłuje zjeść po kryjomu kawałek kory a Hanulek koniecznie musi do taty bo nikt inny tylko tata jest najkochańszy na świecie. Miętus, zafascynowany wężem ogrodowym, radośnie sika lodowatą wodą na wszystkich dookoła. I na dom. I na okna, co to Baba godzinę temu pracowicie umyła i wytarła, by smug żadnych nie było. A tu jeszcze obiad dla tylu osób trzeba zrobić, wór ziemniaków obrać, pamiętać, że ten nie może jeść tego, inny innego. A potem zgraję całą na spacer do lasu wyprowadzić, i na pole, na łąkę. Niech się szarańcza wybiega, wyszaleje, to spokój będzie i spać szybko pójdą. Myślą dziadkowie naiwnie. I znów pies tylko jeden i smycz jedna. I powód do nieszczęśliwości kolejnej gotowy. Bo trzy pary rąk się wyciągają, i każda chce, i każda twierdzi, że to jej kolej. I tylko Tedi, ze stoickim spokojem, obserwuje to wszystko z wysokości swojego wózka i próbuje po kryjomu zeżreć zeschły liść, który do niego przyfrunął. 

Cóż, Dziadkowie chcieli wnuki to mają.

wakacje na wsi



* * * 

Z samego rana zanurzaliśmy bose stopy w trawie. Była zimna i wilgotna od rosy. Wystawialiśmy buzie do promieni słońca, których tak nam brakowało nad morzem. Właziliśmy Dziadkowi w maliny. Wyżeraliśmy agrest prosto z krzaka. Podlewaliśmy kwiaty i sprawdzaliśmy codziennie jak rosną, podpatrywaliśmy mrówki, kijanki zmieniające się w żaby, próbowaliśmy złapać motyla (na szczęście bez skutku, bo jak Matka pomyśli z czego powstaje motyl to jej się robi słabo), szukaliśmy czterolistnej koniczyny, uciekaliśmy przed osami, macaliśmy patykiem biedronki i pająki i bezskutecznie poszukiwaliśmy sowy, której Tata Chłopców kilka lat temu zbudował budkę (budkę? raczej wielką budę!) na drzewie. Maluchy integrowały się sensorycznie. Poznawały świat zupełnie inny niż w upalnym, zakurzonym mieście. Tedi sam na własną rękę rozszerzał sobie dietę o trawę i igły sosnowe, które pracowicie Matka próbowała wydłubać mu z paszczy. Mchu na szczęście się brzydził. 

Spokój. Radość,. Beztroska. Pełnia szczęścia.
wakacje na wsi

wakacje na wsi

wakacje na wsi

wakacje na wsi
wakacje na wsi

wakacje na wsi

wakacje na wsi

wakacje na wsi

wakacje na wsi
wakacje na wsi


Zobacz też :

2 komentarze

  1. Najlepsze co może być dla dzieci to taka beztroska zabawa na trawie! Sama dobrze wspominam weekendy spędzane na wsi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Do tej pory wspominam te cudowne czasy, kiedy moglam spedzac dwa beztroskie miesiace na wsi u dziadkow. Niezapomniane przezycia!

    OdpowiedzUsuń

Dołącz do nas:

 

Google+

Bloglovin

Cudowne i pożyteczne